Koronawirus SARS-CoV-2 uderzył w firmy transportowe

W pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 rekordowo wzrósł dług branży transportowej i osiągnął poziom ok. 1.200.000.000 zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Są to głównie nieuregulowane rachunki najmniejszych przewoźników. Na zapłatę czekają m. in.: banki, leasingodawcy i firmy świadczące usługi faktoringowe. Prawie 15 proc. zadłużenia transportowcy mogliby spłacić, odzyskując własne należności od swoich kontrahentów.

Według Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, od początku pandemii koronawirusa SARS-CoV-2, czyli od marca 2020 r. dług przewoźników i przedsiębiorstw magazynowych (TSL) wzrósł z 978.800.000 zł do 1.180.000.000 zł na koniec maja 2021 r. – o ponad 20 proc. Większość tej kwoty stanowią nieuregulowane rachunki najmniejszych przewoźników.

Liderami zadłużenia są przedsiębiorstwa z województwa Mazowieckiego, na których ciąży ponad 231.000.000 zł. Za nimi są przedsiębiorstwa ze Śląska (137.000.000 zł) i Wielkopolski (131.000.000 zł). Najmniej długów mają przedsiębiorcy z województw: opolskiego (20.300.000 zł), podlaskiego (21.700.000 zł) i warmińsko-mazurskiego (27.800.000 zł). Każdy z nich średnio do oddania kontrahentom ma ok. 50.000 zł (6 proc. wartości łącznego zadłużenia branży TSL).

Branża TSL musi odzyskać od swoich dłużników prawie 171.000.000 zł. Niemal 55.000.000 zł to długi wzajemne, czyli zobowiązania przedsiębiorstw transportowych i magazynowych. 38.600.000 zł są jej winni przedsiębiorcy z sektora handlowego, a 22.500.000 zł – podmioty przemysłowe.

Niezapłacone faktury i rachunki to zamrożone pieniądze dla przedsiębiorstw i całej gospodarki. Dlatego wielu przedsiębiorców stara się odzyskać należności na drodze sądowej. Tymczasem, według danych Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczących pracy polskich sądów powszechnych, średni czas oczekiwania na wyrok w sprawach gospodarczych – i to tylko w pierwszej instancji – stale się wydłuża. W praktyce przez wszystkie instancje nierzadko spory te przechodzą latami.

Alternatywą dla stale przedłużających się, nieodpowiadających potrzebom biznesu, postępowań sądowych są sądy polubowne. Jak pokazują dane w czasie pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 sądy polubowne rozstrzygają więcej sporów – w 2020 roku o ponad 36 proc. wzrosła liczba spraw, które trafiły przed oblicze arbitrów. Stało się tak m.in. dlatego, że w czasie pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 sądy polubowne niezwykle szybko przystosowały się do nowej rzeczywistości. Ułatwił im to fakt, że już przed zaistniałą sytuacją miały one możliwość prowadzenia wideorozpraw. Np. największy w Polsce sąd polubowny, czyli Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej ma taką możliwość od 2015 r. Realne zainteresowanie tą formą rozstrzygania sporów pojawiło się jednak dopiero po wybuchu pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. W czasie kwarantanny narodowej znacznie łatwiej przecież można było zorganizować posiedzenie sądu online, niż stacjonarne. Zwłaszcza, gdy strony sporu miały swoje siedziby w różnych częściach Polski, a nawet świata.

„W arbitrażu międzynarodowym rozprawy online są dziś standardem. W czasie pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 wszystkie duże instytucje arbitrażowe, jak np. Sąd Arbitrażowy przy Międzynarodowej Izbie Handlowej w Paryżu (International Chamber of Commerce – ICC), promują właśnie taki sposób prowadzenia postępowań.” Twierdzi Agnieszka Durlik – Dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie. –„Jeśli chodzi o Polskę, Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie jest na tym polu prekursorem. W okresie pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 włożyliśmy wiele pracy w to, by działać nieprzerwanie i ułatwić klientom przeniesienie się do wirtualnej rzeczywistości. Inwestujemy w narzędzia, które czynią postępowania arbitrażowe jeszcze bardziej wygodnymi, szybkimi i – co w aktualnej sytuacji szczególnie istotne – bezpiecznymi; narzędzia, dla których kolejne ograniczenia dotyczące przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi krajami nie stanowią bariery. Opowiada Agnieszka Durlik – Dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

https://agencja-informacyjna.com/sars-cov-2-przyspieszyl-transformacje-cyfrowa/

Średni czas rozstrzygania spraw w postępowaniu arbitrażowym w 2020 r. wyniósł 101 dni – dane te obejmują zarówno spory skomplikowane, jak i te prostsze, których rozstrzygnięcie potrafi zająć do 20 dni. W skomplikowanych sporach gospodarczych trzeba się liczyć z tym, że okres oczekiwania jest nieco dłuższy – np. arbitrzy Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie w 2020 r. średnio potrzebowali na wydanie wyroku 154 dni. Dla porównania w warszawskich sądach, przed pandemią koronawirusa SARS-CoV-2, rozstrzygnięcie takiego sporu w dwóch instancjach zajmowało 6 lat. – „W okresie pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 w Sądzie Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie znacząco skrócił się czas rozstrzygania sporów. Wprowadzenie trybu online i generalnie współpracy zdalnej pozwala łatwiej działać na odległość i współpracować z klientami z innych regionów, co – nawet w czasach, gdy nie zmagaliśmy się z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 – było utrudnione.” – Twierdzi Agnieszka Durlik – Dyrektor generalny Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

.

W 2020 r. arbitrzy Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie, największego w Polsce stałego sądu polubownego, najczęściej zajmowali się sporami z kategorii sprzedaż i obrót handlowy oraz najem i dzierżawa. W sumie było to 40 proc. wszystkich postępowań prowadzonych przez ten sąd. Średnia wartość przedmiotu sporu wyniosła ponad 3.000.000 zł.

Centrum Informacji /KAM/ źródło: RaportCSR.pl 24.07.2021

Related Post