„PALM SPRINGS” – chwytaj chwile ulotne jak ulotka…

 

 

Pewna Pani napisała kiedyś, że „Nic dwa razy się nie zdarza” a nawet, że „nie ma dwóch tych samych nocy”… No i tak to życie mniej więcej leci… Ale, ale – jak ktoś, będąc na fajnej imprezie, zostałby spytany czy chce ją przeżyć raz jeszcze? A potem może jeszcze raz? Niby kusząca perspektywa powtórzenia czegoś co nam się podoba – np. da się zjeść dwa, albo nawet trzy desery z rzędu, ale jak można żyć jedząc tylko desery??? Na zawsze koniec z pomidorówką czy jajecznicą? No właśnie… to już nie brzmi tak super… A co dopiero stracić swoje dotychczasowe życie by raz po raz przeżywać wesele średnio-znajomej pary w uroczym kalifornijskim kurorcie Palm Springs… No niby fajnie, ale jednak nie ciągle i bez przerwy….

 

Filmy z motywem pętli czasowej jest naprawdę sporo w dorobku światowej kinematografii! Począwszy od archetypu tego gatunku w postaci „Dnia Świstaka”, poprzez wystrzałowego „Loopera”, dreszczowiec „Piąty Wymiar”, dynamiczne „Biegnij Lola biegnij”, czy poświęcone walce z kosmitami „Na skraju jutra” – aż po kilkadziesiąt innych produkcji…

 

 

Zwykle motyw pętli czasu stanowi zamknięte uniwersum – stanowiące płaszczyznę na której (po wielokroć – ten sam dzień raz po raz) odbywa się ciągła walka! Zwykle o życie swoje lub cudze, albo nawet walka z kosmitami o panowanie nad planetą 😉 I to właśnie ta walka jest zwykle osią fabuły każdego z tych filmów, a sama pętla czasowa jest tylko boiskiem, na której rozgrywa się ten mecz… A „Palm Springs” w reżyserii Maxa Barbakowa – zapowiadany jako „Dzień Świstaka” dla millenialsów – operuje nie tyle dynamicznymi wydarzeniami czy gęsto latającymi kulami – a dialogami i emocjami płynącymi z uczuć kłębiących w głębi ducha głównego bohatera… W chwili gdy okazuje się, że do końca świata będzie się codziennie bawił na tym samym weselu to zaczyna brnąć w hedonistyczne „carper diem” – bo przecież nie istnieje nic innego niż tych kilka chwil-kilkanaście godzin zanim zaśnie i obudzi się znowu w dniu wesela…

 

 

 

Skoro jutra nie ma, to wszystko jest możliwe i dozwolone – a zwłaszcza seks we wszystkich konfiguracjach wraz z wszelkimi możliwymi używkami… Z tego szalonego marazmu wyrywa go dopiero fakt, iż rzeczoną codzienną podróż w czasie zaczyna wraz z nim odbywać nadużywająca (w opinii rodziny) alkoholu i mężczyzn Sarah – a co dalej – to już trzeba pójść do kina „Palm Springs” w reżyserii Maxa Barbakowa na bo nie wypada, aż tak spojlerować 😉

 

Na koniec kilka luźnych spostrzeżeń na temat „Palm Springs” w reżyserii Maxa Barbakowa.

 

1.   Świetnie dobrana obsada – para głównych bohaterów Nyles (Andy Samberg) i Sarah (Cristin Milioti) mimo, że grający ich aktorzy pracują w branży filmowej, niemal od początku bieżącego stulecia, to zostali wyciągnięci z niższej ligi filmowej – grywali wcześniej głównie w serialach czy błahych komedyjkach. Wnoszą do filmu „Palm Springs” w reżyserii Maxa Barbakowa uroczą świeżość i myślę, że dzięki tym rolom zostaną na dłużej w głównym nurcie Hollywood! Podobnie jeżeli chodzi o scenarzystę – szeroko uśmiechnąłem się gdy zobaczyłem, że autorem scenariusza jest Pan Siara 😉 A dokładnie to Andy Siara… Ale że w każdej drużynie poza młodymi zdolnymi potrzebni są tez rutyniarze – to w tym charakterze świetny jak każdym z kilkudziesięciu swoich filmów – J.K. Simmons w roli Roya.

 

  1. Jak ktoś będzie miał okazję odwiedzić Palm Springs – to jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta jest… Park Dinosaurów 😉 warto o tym pamiętać podczas oglądania filmu…

 

  1. Lubię się czepiać w moich recenzjach – gdy w filmie coś zgrzyta w kwestii realizmu przedstawianych wydarzeń. Brzmi to dość surrealistycznie, w kontekście filmu opowiadającego o pętli czasowej, ale jednak rzuca się w oczy motyw gdy Sarah wyjeżdża z Palm Springs (Kalifornia) do swojego domu w Austin (Teksas) by sprawdzić czy w innym miejscu pętla czasowa wciąż będzie działać… No i jedzie sobie autem przez cztery stany południa Stanów Zjednoczonych – przejeżdża grubo ponad 2.000 km i tego samego dnia dojeżdża do celu… hm… trochę jakby mocno za szybko dojechała…

 

 

 

Film „Palm Springs” w reżyserii Maxa Barbakowa naprawdę dobrze się ogląda. Obraz bywa smutny, ale jednak bardziej pogodny, więc naprawdę polecam! Na mnie takie rzeczy nie działają – ale jak ktoś bierze to pod uwagę, to informuję, że film „Palm Springs” dostał 12 nominacji do różnych amerykańskich nagród filmowych (m.in. Złote Globy) . W Polskich kinach – tych co działają – jest wyświetlany od 26 lutego 2021 r.

 

Grzegorz Łopata

 

Centrum Informacji, Refleksje,  „Z Łopatą do Kina” 28.02.2021

Related Post