Pandemia szaleństwa

 

 

Jest źle. Jest gorzej niż to się wydaje. I to nie za sprawą jakiegoś tam koronawirusa, lecz za sprawą polskiego rządu. Piszę to z ogromnym bólem serca.

 

To, że cała Polska walczy z czymś niewidzialnym i co najmniej niezrozumiałym wiedzą chyba wszyscy. Jeśli nie chcą wiedzieć, brutalnie im się to udowadnia, przymuszając do zakrywania ust i nosa jakimiś maseczkami. Nota bene blisko rok zajęło rządowi dojście do przekonania (nie wiem czy do prawdy?), że „przyłbice i szale są nieskuteczne”. Kompletnie nie wiem „o jaką skuteczność chodzi?”, bo w czasie funkcjonowania owych przedmiotów Polska już dwukrotnie wygrała z pandemią zwaną albo SARS-CoV-2, albo COVID-19. Brak jednoznacznej nazwy na zjawisko, które nas dotyka, to też dowód aberacji.

 

To tylko jeden przykład, z nieprzebranej ilości informacji, regulacji, zaleceń, obostrzeń, który urąga elementarnej logice. Rozumiem, że rząd się miota od marca 2020 roku i nie wie co robić? Też nie wiem. Chodzi mi tylko o to aby podejmowane działania miały jakiś sens. Kiedy go brakuje, wszyscy zaczynają się zastanawiać: „Czy leci z nami pilot?”

 

Jakie są skutki wytwarzanego przez rząd chaosu. Przede wszystkim to nadprodukcja przepisów. Wątpię aby ktokolwiek włącznie z regulatorem orientowała się jakie na dany moment obowiązują przepisy pandemiczne. Wprowadza się nowe i nikt się nie zastanawia nad tym czy poprzednie przestały już obowiązywać. Przykładem mogą być chociażby „żółte” i „czerwone” strefy. Inna sprawa czy wprowadzane przepisy są w ogóle legalne, co jest szczególnie bolesne, kiedy produkuje je partia, która na sztandarach ma wypisane „Prawo i Sprawiedliwość”. Czasem wydaje mi się, obym się mylił, że niektórym politykom spod tej opcji główny cel jaki przyświeca, to skompromitowanie i ośmieszenie tych dwóch pojęć.

 

Kiedy ludzie nie rozumieją sensu przepisów, a co więcej często nie wiedzą o ich istnieniu, bo skąd niby mieli wiedzieć? Nie ma jeszcze obowiązku, aby każdy obywatel miał dostęp do Internetu i dzień po dniu śledził monitor rządowy. Co więcej, z takiego śledzenia nie wiele wynika, bo potrzebna jest jeszcze zdolność czytania ze zrozumieniem, a to już „wyższa szkoła jazdy”. Rozumiem, oczywiście, że „nieznajomość prawa szkodzi”. Co jednak robić kiedy prawo jest głupie? Nie jestem nawet pewien, czy to jest w ogóle prawo?

 

Z powyższych powodów nie dziwi mnie zupełnie, że wiele siłowni, fitness clubów i sal gimnastycznych, mimo zakazów, w obliczu pewnych bankructw, otworzyło swoje podwoje dla użytkowników, zresztą również dla ich zdrowia i fizycznego i psychicznego. Mówi się o jakimś „podziemiu sportowym”. Absurdalne. To nie żadne podziemie, tylko zdrowa reakcja, nie na pandemię SARS-CoV-2, lecz pandemię szaleństwa, która trwa już od marca 2020 r.

 

Świetnie temat ujął Bartosz Józefiak – członek zarządu Benefit Systems:

Nigdy nie przypuszczałem, że dożyję czasów, w których działalność branży fitness będzie się określać mianem podziemia. I nie zgadzam się z takim sformułowaniem. To nie jest podziemie, tylko walka o przetrwanie, którą przedsiębiorcy podejmują w głębokim przekonaniu, że działają zgodnie z literą prawa. Warto też podkreślić, że mówimy o funkcjonowaniu w pełnym reżimie sanitarnym, który kilka tygodni temu opracowano wspólnie z Głównym Inspektoratem Sanitarnym. Było to satysfakcjonujące wszystkich rozwiązanie, które przede wszystkim skutecznie zabezpiecza klientów klubów i minimalizuje ryzyko zakażenia w miejscach najczęściej wskazywanych przez ekspertów. (…) Ku naszemu zdumieniu i rozczarowaniu te konsultacje okazały się w pewnym sensie pozorne, bo rząd ostatecznie postanowił je zignorować i w odniesieniu do większości podmiotów z branży sportowo-rekreacyjnej utrzymał zakaz działalności”.

 

Polacy, w wyniku 200 letnich zaborów, okupacji najpierw niemieckiej, a potem wasalskiej zależności od Rosji, pod przykrywką tzw. Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, mają duży dystans do władzy. Potrafią doskonale funkcjonować w absurdalnej rzeczywistości. Rodzi się tylko pytanie: „czy to o to chodzi?” Może wszystkim, a zwłaszcza rządowi powinno chodzi o coś ważniejszego, a zaskarbianie sobie zaufania do siebie. W tym zakresie obserwuję już nie deficyt, a bankructwo. Oczywiście ktoś na tym zarabia. Nie jest to z pewnością ani państwo Polskie ani Polacy.

 

Juliusz Bolek Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

 

Centrum Informacji Jak się zarabia? 28.02.2021

 

 

 

 

Related Post