Tajemnice etykiet produktów żywnościowych

Nie wiemy co kupujemy, a co gorsza nie wiem co jemy. Wiele osób się obruszy i wzruszy ramionami: „Jak to nie wiemy?” Dzięki telewizyjnym programom kucharskim, Polacy stali się ekspertami od gotowania. Co więcej wiele potraw, które przyrządzają bardzo im smakuje.

Dalej się upieram, że nie wiemy co kupujemy i jemy. To znaczy nie wiemy jak bardzo jest kaloryczne i jakie wartości odżywcze posiadają zakupione produkty. Teoretycznie na części opakowań pojawiają się takie informacje. Sprawę postanowiła, w 2011 roku, „ucywilizować Unia Europejska rozporządzeniem nr 1169 dotyczącego etykietowania żywności i informacji dla konsumenta, które mówi m.in. o tym, że: „obowiązkowo na wszystkich produktach z żywnością musi znajdować się deklaracja żywnościowa, która musi być umieszczona z tyłu opakowania.” Zawiera obowiązkowe informacje o składzie produktu. Obowiązkowo wartości na niej muszą wyrażane być w gramach ale jeśli producent chce może wskazać je w przeliczeniu na porcję lub jednostkę sprzedawanego produktu.

Cóż z tego jeśli te informacje sa napisane małym drukiem, n.. w białym kolorze na przezroczystej butelce? To jest praktycznie nie do przeczytania. Wiem o tym doskonale, ponieważ jestem miłośnikiem czytania deklaracji żywnościowych. Głownie interesuje mnie czy produkt nie zawiera „szkodliwych substancji w dopuszczalnych normach”.

Jest 6 różnych schematów etykietowania notyfikowane przez Unie Europejską. Można je podzielić na dwie duże grupy: gdzie zawartość produktu wyrażona jest w gramach lub w procentach w stosunku do zapotrzebowania kalorycznego dla zdrowej osoby (włoski schemat NutrInform battery) oraz gdzie etykietowanie stanowi złożoną opinię o danym produkcie wyrażoną przy pomocy liter albo bardziej złożonego wskaźnika np. koloru (schemat Nutriscore). System Nutriscore opiera się na pięciostopniowej skali (od litery A – produkty najbardziej wartościowe, do E – produkty niezdrowe) oceny artykułów spożywczych pod kątem ich jakości oraz wpływu na zdrowie człowieka.

Mimo, że tego typu schematy informowania są proste, to potrafią wprowadzać konsumentów w błąd. Wydaje się, że lepszy włoski schemat „bateriowy” NutrInform na etykiecie produktu. Jednokolorowa grafika „baterii”, pokazuje, w ilu procentach dany artykuł spożywczy zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na energię, kwasy tłuszczowe, kwasy tłuszczowe nasycone, cukry i sól. Kilka państw europejskich przychyla się jednak do wprowadzenia systemu Nutri-Score jako jednolitego i obowiązującego na terenie całej Unii Europejskiej. System ten jednak wzbudza wiele kontrowersji wśród ekspertów, ponieważ oznaczanie kolorami jest bardzo sugestywne.

Wbrew pozorom decyzja o wyborze sposobu etykietowania ma gigantyczne znaczenie. Klienci będą się nią kierować przy decyzjach zakupowych, a zatem będą wybierać produkty, na opakowaniach których będą informacje, które będą ich przekonywać. Wybór „dezinfomacyjnego” sposobu będzie się kończyć błędnymi decyzjami. Gdyby na tym się kończyło, to można by powiedzieć trudno. Jednak złe decyzje przykładają się na zła dietę, a ta na złe zdrowie, a to już jest problem społeczny, albowiem w konsekwencji oznacza więcej chorych i poważniejsze wydatki ponoszone przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Takiej metody zarabiania nie popieram.

Juliusz Bolek – Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Centrum Informacji Jak się zarabia? 17.03.2021

Related Post