„WESELE 2021” CZYLI CO WSPÓLNEGO MAJĄ KIBICE PIŁKARSCY Z WIDZAMI SMARZOWSKIEGO?

 

Czy ktoś, z niewątpliwie wiernych czytelników tego bloga, pamięta pamiętny rok Anno Domini 2004? Trochę się wtedy zadziało na świecie! Polscy żołnierze w sojuszu z Bułgarami obronili, przed lokalnym pospolitym ruszeniem, Ratusz w Karbali w Iraku, Polska weszła do Unii Europejskiej, uruchomiono taki portal społeczności owy co się Facebook nazywa, Grecy zostali mistrzami Europy w piłce nożnej, Szamil Basajew ze swoją brygadą dokonał skutecznego ataku na szkołę w Biesłanie (miasto w Rosji, w Osetii Północnej, w pobliżu granicy z Inguszetią), w San Juan na Portoryko uruchomiono metro, Kodak zakończył produkcję aparatów małoobrazkowych, a autor niniejszej recenzji zamieszkał na stałe w mieście stołecznym Warszawa….  A z rzeczy bardziej dotyczących szeroko rozumianej kultury to Wojciech Smarzowski nakręcił film „Wesele”… No i minęło lat 17 i tenże sam Smarzowski dokonał auto-rimejka i znowu nakręcił „Wesele”…

 

 

Taka sytuacja nastąpiła, że wraz z osobistą żoną udaliśmy się do kina czego skutkiem jest niniejsza recenzja 😉 Po krótkiej wyliczance doniosłych faktów historycznych – czas odpowiedzieć na pytanie dość nie retoryczne postawione w tytule… Otóż odpowiedź jest jednak dość prosta… Z oglądaniem filmów Wojciecha Smarzowskiego jest jak z oglądaniem meczów piłkarskiej kadry narodowej Polski… Są ludzie którzy oglądają w napięciu od początku do końca, ale nie brak też takich co uważają że szkoda na to czasu… A fakt, że zwycięski bój naszych dzielnych kopaczy którzy dzielnie rozgromili 1-0 Albanię ma niewątpliwe istotne znaczenie dla zastosowania tej jakże obrazowej paraboli 😉

 

A dla tych co nie rozumieją figur piłkarsko-literackich można zastosować prostsze porównanie! Oglądanie takiego meczu/filmu Wojciecha Smarzowskiego to jak wysłuchanie przemówienia pewnego posła z Żoliborza… Czyli jego fani będą potem jego fanami w jeszcze większym stopniu, a kto fanem nie jest to tym bardziej raczej już nie zostanie!

 

Wojciech Smarzowski – twórca pochodzący ze wsi Korczyna z Podkarpacia – zabrał się tym razem za temat który w Polsce wciąż wzbudza ogromne emocje… Żydzi… A raczej jak to się stało, że w praktyce w Polsce już prawie nie występują… Należy przypomnieć, że „Wołyń”, poprzedni film tego reżysera opowiadający historię z lat II wojny światowej– spotkał się w Polsce z dobrym przyjęciem, głównie dlatego, tamta historia opowiada o tym, że to Polacy byli ofiarami, a rola „tych złych” przypadła Ukraińcom…

 

 

„Wesele 2021” – zamiast opowiadać preferowaną nad Wisłą historię o Narodzie Wybranym co głównie wielkie czyny zwykł czynić opowiada o tym, że podczas wojny nasi rodacy nie zajmowali się wyłącznie działalnością, za którą można było potem uzyskać tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata…. Równocześnie warto pamiętać, że nasi rodacy to ponad ¼ ze wszystkich uhonorowanych tym zaszczytnym tytułem na świecie!

 

Było w historii kinematografii sporo filmów o Polakach, którzy z narażeniem życia ratowali podczas wojny Żydów („W ciemności”, „Daleko od okna” czy choćby serialowy „Czas Honoru”) – to teraz Wojciech Smarzowski postanowił nakręcić film z drugiego końca skali ludzkich zachowań w nieludzkich czasach… Niestety niezależnie od tego jak duża była skala występowania takich zachowań to jednak nie sposób zaprzeczyć, że takie zdarzenia miały miejsce…

 

Opowiadaną na ekranie fabułę drugiego „Wesela” Wojciecha Smarzowskiego, rozgrywająca się równocześnie w dwóch liniach czasu – współczesnej i równocześnie wojennej – można potraktować jak dwie strony tego samego lustra, czego najdobitniejszym przykładem jest zmontowane równocześnie wygłaszane na ekranie kazanie dwóch księży – endeckiego kapłana sprzed wojny i całkiem współczesnego wojownika z „tęczową zarazą”… Najprościej byłoby napisać że to podły hejt i rzucanie kalumnii na zacnych przedstawicieli kleru… Szkoda tylko, że wystarczy włączyć niedzielną transmisję mszy świętej z Krakowa by wysłuchać tych samej mowy nienawiści z ust lokalnego arcybiskupa…

 

“Wesele 2” Wojciecha Smarzowskiego trafi na ekrany kin

 

Jak ktoś uważa, że nasza przedwojenna ojczyzna nie dyskryminowała Żydów – to najprostszym a zarazem najłagodniejszym przykładem takich szykan było wydane w październiku 1937 Zarządzenie Rektora Uniwersytetu Warszawskiego prof. Włodzimierza Antoniewicza o wprowadzeniu tzw. getta ławkowego… Czym to się w sumie różniło od niemieckich wagonów „Nur fur Deutsch” w okresie niemieckiej okupacji? No, w sumie prawie niczym…  Cienka jest pokrywająca ludzi otoczka cywilizacyjnej ogłady i ideałów humanizmu… Podczas wojny tym bardziej wystarczy czasem tylko trochę chciwości podlanej wódką by stoczyć się otchłań podłego okrucieństwa… Podsumowując – film „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego trudny w odbiorze i mimo kilku scen mających wzbudzić wesołość publiki to jednak w kinie zdecydowanie smutno było…

 

Podsumowując:

plusy:

  • Świetnie obsadzona Agata Turkot (muszę sprawdzić czy nie pochodzi z Izraela bo wygląda jakby nie grała Żydówkę a nią naprawdę była), po raz ostatni na ekranie, ocalały z Holocaustu Krzysztof Kowalewski (w małej rólce Żyda) oraz Robert Więckiewicz – w roli głowy rodu Wilków który w sytuacji gdy cały świat wali mu się na głowę to nie pęka tylko na szybko improwizuje by ratować swój świat!
  • Michalina Łabacz – po roli dziewczyny okrutnie doświadczonej przez życie znękanej w „Wołyniu” ponownie obsadzona przez Wojciecha Smarzowskiego w roli ofiary losu – choć w planie współczesnym filmu…
  • świetna robota scenografów – zarówno w linii wojennej jak i współczesnej,

 

„Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” czyli Robin Hood z Peerelu…

 

MINUSY:

  • Wojciech Smarzowski niepotrzebnie robi z księdza głupca co nie potrafi przeczytać dowodu rejestracyjnego auta! Nierzadko zdarza się, że ksiądz gejów nie lubi! ale raczej żaden ksiądz nie pożyczy 65.000 złotych pod zastaw auta który jest własnością firmy leasingowej!
  • całkowicie bezsensowne kilkakrotne ilustrowanie scen okrucieństwa wobec Żydów podkładem muzycznym w postaci „Roty” – który to utwór jest polską pieśnią patriotyczną – co jest faktem zdecydowanie notoryjnym! Mało kto pamięta jednak, że jest to też hymn Ligi Polskich Rodzin (Tak! Tak! Ta partia wciąż istnieje)… Co więcej Wojciech Smarzowski z jakiegoś dziwnego powodu ignoruje fakt, iż autorka pieśni – Maria Konopnicka była zdecydowanym przeciwnikiem antysemityzmu! Baaaa! Ma w swoim dorobku nowelę „Mendel Gdański” w której porusza problem dyskryminacji i agresji wobec Żydów…

 

Czyli kto lubi twórczość Wojciecha Smarzowskiego – powinien pójść i obejrzeć! I będzie usatysfakcjonowany! A ci, którzy nie należą do jego fanów, to pewnie nie pójdą i nie będą tego żałować!

 

Grzegorz Łopata

Centrum Informacji z łopatą do Kina, 30.10.2021

Related Post